Świadectwo: ma 93 lata i adoruje Najświętszy Sakrament co tydzień od 63 lat.

John Angerer, 93-latek, od 63 lat przez godzinę co tydzień adoruje Chrystusa w Najświętszym Sakramencie w kościele św. Augustyna w Barberton w stanie Ohio – od kiedy parafia rozpoczęła wieczystą adorację w dniu Wszystkich Świętych w 1962 roku.

Papież Jan XXIII otworzył Sobór Watykański II zaledwie 21 dni wcześniej. Oznacza to, że dziewięćdziesięciolatek poświęcił na adorację ponad 3276 godzin.

To dobre dla duszy – powiedział Angerer – piękny sposób, aby rozmawiać z Bogiem bez zakłóceń.

Rok przed wprowadzeniem adoracji wieczystej mieliśmy adoracje od 9:00 do 18:00 – wspominał.

Grupa mężczyzn postanowiła, że ​​będziemy adorować w godzinach nocnych. Potem chodziliśmy dwójkami po okolicy, zapraszając ludzi do zapisów na adorację. Niektórzy chcieli mieć czas do namysłu, a my wracaliśmy, żeby się z nimi ponownie spotkać. Mieliśmy trzy osoby na godzinę.

Od tamtej pory zmarło wiele osób – kontynuował – teraz mamy jedną lub dwie osoby na godzinę, a niektórzy modlą się przez półtorej godziny, żeby jakoś to funkcjonowało.

Jakieś pięć lat temu musiałem przestać jeździć nocą, więc przerzuciłem się na sobotnie poranki – wyjaśnił. Mogę powiedzieć jak wielkim błogosławieństwem są godziny nocne – bo szczerze mówiąc, następnego dnia miałem więcej energii – dodaje.

 National Catholic Register

John Angerer

John Angerer

Siła, którą czerpie z modlitwy, dawała mu się we znaki w trudnych chwilach. Np. wtedy, kiedy jego 45-letni syn wrócił z kąpieli w morzu, doznał zawału serca i zmarł na plaży.

Jego żona, Letty, zmarła dwa lata temu, po 68 latach małżeństwa; lata wcześniej została ranna w ataku kradzieży samochodu. Czasami szedłem na Godzinę Świętą z ciężkim sercem, ale Bóg pomagał mi to przetrwać – wspominał Angerer. Jedną z rzeczy, o które modlił się podczas adoracji, było nawrócenie Letty. Po dwudziestu latach małżeństwa tak się stało – a potem ona również zapisała się na Godzinę Świętą.

Nawet pandemia w 2020 roku nie powstrzymała modlitw.

Podczas pandemii COVID-19 nie zamknęliśmy kaplicy – powiedział.

Ludzie chcieli być w obecności Naszego Pana, ponieważ nie było Mszy Świętej, więc nie było problemu z zapełnieniem miejsc. Nasz proboszcz musiał mówić ludziom, żeby nie przychodzili, jeśli się nie zapisali, żeby w kościele nie było zbyt wielu ludzi. W tamtym czasie nie mogliśmy spowiadać się ani przyjmować Eucharystii, ale możliwość siedzenia z Naszym Panem była darem od Boga – podsumowuje John Angerer.

Źródło: Niedziela

komentarze zostały wyłączone