5 powodów, dla których warto iść na pieszą pielgrzymkę.

Lato w rozkwicie, ruszają pierwsze piesze pielgrzymki do naszej Matki na Jasną Górę. Wahasz się czy wziąć udział? Masz wątpliwości? Myślisz, że nie dasz rady? Przedstawiamy 5 powodów, dla których warto założyć wygodne buty i wyruszyć w drogę; zejść z kanapy (do czego zachęcał papież Franciszek). Po przeczytaniu na pewno już nie powiesz – iść czy nie iść? Oto jest pytanie.

Na pewno jest wielu wprawionych lepiej w pielgrzymkowy trud aniżeli ja. Ale mogę przysiąc, że odkąd uczestniczę w takich wyprawach (a moja pierwsza była w 2016 r.) to co roku nie mam wątpliwości – muszę zorganizować czas tak, aby iść. I choć nie pokonuje bardzo długiej trasy, to każda pielgrzymka, nawet ta najkrótsza jest piękną, Bożą przygodą i najtrudniejszą z walk – z samym sobą. Koniecznie podzielcie się z nami swoimi doświadczeniami ze swoich pielgrzymek!

1. Szkoła wiary. Dotknięcie przede wszystkim żywej wiary, pogłębienie jej… Spotkanie z Bogiem, dotknięcie Go, odnowa i regeneracja duchowa. Możliwość wysłuchania trafiających w serce kazań, konferencji… To wspólna modlitwa, niesienie modlitewnych intencji swoich, ale i naszych sióstr i braci. To możliwość zawierzenia siebie i swoich bliskich naszej Jasnogórskiej Mamie. (No i poznanie pielgrzymkowych piosenek, które zapadają w pamięć na zawsze. A jak wiadomo – kto śpiewa, dwa razy się modli).

2. Szkoła życia. But obciera? Słońce daje o sobie znać? Plecak jak zawsze za bardzo wszystkim przeciążony? To nic! Poprawiam okulary przeciwsłoneczne i idę! Ba! Idę do przodu nieść krzyż!!! Przecież nie ma takiej siły, która mnie złamie! Z tyloma rzeczami sobie poradziłam/em, a będę się przejmować niewygodnym butem? (psssst! sandały i znoszone, kilkuletnie nasze najlepsze adidasy będą w sam raz!)

3. Szkoła miłosierdzia. Zawsze obok znajdzie się siostra z malutkim czajnikiem chętna nawet do tego, by poczekać i zalać Twoją chińską zupkę, a jeszcze obdaruje Cię przy tym wielkim uśmiechem. Na trasie tylko częstują żelkami, kanapkami, batonikami… oj, nie schudnie tam człowiek. A i z naszych serc zaczyna wypływać morze empatii… oddam ostatnią kromkę chleba, pożyczę śpiwór… Poczekam kolejne pół godziny w kolejce pod prysznic…

4. Szkoła czasu. To na zegarku mamy taką godzinę jak czwarta nad ranem? I to trzeba wstać już na Mszę? Ludzie tak żyją? No to też wstaję, i to z największą przyjemnością!

5. Szkoła przyjaźni. Wiele relacji zawiązanych na pielgrzymce zostaje z nami do końca życia. Mało tego… ludzie poznają tam miłość swojego życia! A potem idą, ale już ona w sukni ślubnej, a on w garniturze, dziękując za siebie…

Podczas żadnej innej “trasy” nie nabiera się takiego dystansu do rzeczywistości jak podczas pielgrzymek. Świadomość tego, że niesiesz intencje swoje i innych, że jak tylko dotrzesz złożysz je u stóp Matki, ofiarując przy tym swoje pielgrzymkowe trudy, wyrzeczenia i cierpienia jest jeszcze bardziej budująca! Kiedy zobaczysz oblicze Maryi te kilka ostatnich problemów przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie… Wstań więc i idź!

Źródło: Niedziela

komentarze zostały wyłączone