To tylko piłka nożna. A jednak od lat przyciąga silne emocje świata. Angażuje zawodników, ich rodziny, kibiców, całe narody. Ten sport tworzy ikony, ktoś powie może nawet “bożków”. Jeden z piłkarskich talentów (w mojej ocenie największy w historii) Cristiano Ronaldo po meczu z Uzbekistanem przypomniał o jednym, drobnym “drobiazgu”, o którym nie tylko on, ale nikt z nas nie powinien zapominać. Padła też deklaracja wiary, która nie powinna zostać przeoczona.
Po efektownym zwycięstwie Portugalii 5:0 na mundialu nie mówił przede wszystkim o własnych golach. Nie opowiadał o rekordach, statystykach ani kolejnych sukcesach. Powiedział coś znacznie prostszego: “Mocno wierzę, że Bóg pomaga ludziom, którzy ciężko pracują.”
Ronaldo nie powiedział, że Bóg daje sukces każdemu. Nie powiedział, że wystarczy się modlić i czekać na cud. Nie tłumaczył wiarą talentu ani milionów zarobionych na boisku. Powiedział coś znacznie głębszego – że Boża pomoc nie zastępuje pracy, lecz jej towarzyszy.
Takiej relacji i zależności chrześcijaństwo uczy od początku. Bóg nie odbiera człowiekowi odpowiedzialności za własne życie, ale daje siłę, odwagę, mądrość i wytrwałość, by tę odpowiedzialność unieść. Łaska nie zastępuje ludzkiego wysiłku – współpracuje z nim. Dlatego wiara i praca nie są konkurencją. Jedna nadaje sens drugiej. Człowiek robi wszystko, co w jego mocy, a to, czego już nie potrafi unieść sam, powierza Bogu.
To niezwykle chrześcijańskie spojrzenie. Wiara nie zwalnia z wysiłku. Przeciwnie – zobowiązuje do tego, by każdego dnia robić wszystko najlepiej, jak potrafimy. Reszta nie zawsze zależy od nas.
I właśnie o tym mówił portugalski napastnik. Podkreślił, że on i jego drużyna mogą kontrolować jedynie własne przygotowanie, jedność zespołu oraz życie rodzinne. Nie mają wpływu na krytykę, opinie ludzi czy medialne ataki. Dlatego, jak sam przyznał, nauczył się robić swoje, a „statek niech płynie dalej” („siga o barco!”). Samo odniesienie się akurat do statku jest jednocześnie mocno portugalskie, ale i chrześcijańskie.
Każdy z nas doświadcza sytuacji, na które nie ma wpływu. Choroba, utrata pracy, nagłe nieprzyjemne doświadczenia w relacjach z ludźmi, niesprawiedliwe oskarżenia czy zwykłe życiowe potknięcia. Możemy próbować kontrolować cały świat albo zaakceptować, że istnieje granica naszych możliwości. Za tą granicą zaczyna się zaufanie. Jemu.
Właśnie dlatego słowa Ronaldo wybrzmiały tak mocno. Padły z ust człowieka, który osiągnął niemal wszystko, o czym piłkarz może marzyć. Mógłby przypisywać sukces wyłącznie sobie. Tymczasem wskazał na Boga. W świecie, który coraz częściej promuje kult własnego “ja”, taka postawa staje się czymś rzadkim. Pokora nie jest dziś modna. Wiara często bywa wyśmiewana albo sprowadzana do prywatnej sprawy, o której lepiej nie mówić publicznie. Ronaldo zrobił odwrotnie.
I być może właśnie dlatego jego słowa zostaną zapamiętane dłużej niż te dwie kolejne bramki. Bo ostatecznie największe zwycięstwa nie rodzą się wyłącznie z talentu. Rodzą się z połączenia ciężkiej pracy, wytrwałości i przekonania, że człowiek nie jest sam. A jeśli Bóg rzeczywiście pomaga ludziom, którzy ciężko pracują, to ten pierwszy krok zawsze będzie należał do nas.
Źródło: Niedziela